W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


3 rzeczy, które przemilcza twoja fryzjerka

Opublikowano: 2015-06-13
Fakty o zawodzie fryzjerki.
Gdy zjawiasz się na umówioną godzinę w zakładzie fryzjerskim wita cię zapewne szeroki uśmiech twojej fryzjerki. Czego jednak o swoim fachu i klientach absolutnie ci ona nie zdradzi?

Armagedon w fotelu
Strzyżenie twojego dziecka to przeważnie kłopot i nie lada wyzwanie. Oczywiście, że cieszę się, że przyszłaś do zakładu fryzjerskiego ze swoją pociechą, ale obcięcie kapryśnego i energetycznego malucha podnosi mi zawsze ciśnienie i przyprawia o palpitacje serca. Dziecko często marudzi, kopie, krzyczy, płacze, wierci się, odpycha moją rękę  – innymi słowy bardzo, ale to bardzo utrudnia mi pracę. A do tego zabiera cenny czas, który mogłabym poświęcić innym klientom. Na dodatek za zmianę fryzury „małego rozrabiaki” pobieram zazwyczaj o wiele mniejszą opłatę niż za osobę pełnoletnią, a przecież tyle muszę się namęczyć żeby „okiełznać” i zmienić wygląd negatywnie do mnie z reguły nastawionego malucha.

Padam z nóg
Tak, lubię swoją pracę, inaczej przecież nie wybrałabym tego zawodu, ale jeśli uważasz, że czas od wypłaty do wypłaty mija mi lekko, łatwo i przyjemnie, a napiwki uzyskuję za nic - to ogromnie się mylisz. Zawód fryzjerki to ciężki kawałek chleba. Od rana do wieczora jestem na nogach, często nie ma czasu usiąść na dłużej i zjeść coś porządnego, bo klienci zwalają się jeden po drugim. Bolą mnie nogi i kręgosłup. Moje ręce są zmęczone od ciągłego trzymania szczotek, pianek i nożyczek, a uszy mają dość monotonnego i głośnego szumu suszarki. Każdego roboczego dnia wdycham ponadto zapachy farb do włosów i znoszę krytykę niezadowolonych klientów, którzy są przekonani, że obcięłam ich o dwa centymetry za krótko! Moja praca bywa też monotonna, wciąż i wciąż wykonuję te same czynności, na tych samych, znajomych głowach. Bycie fryzjerką to wcale nie sielanka i nie jest to tylko przebywanie w przytulnym pomieszczeniu z muzyką, prasą i telewizorem w tle i inkasowanie kilkudziesięciu złotych za kilka minut wysiłku. Gdybyś choć przez krótki czas wykonywała moje obowiązki, nie dziwiłabyś się, że czasem pod koniec tygodnia mam ochotę zabarykadować się i zatrzasnąć klientom drzwi przed nosem. Naprawdę!

Nie jestem magikiem
Jeśli Natura obdarowała cię słabymi, kruchymi, przesuszającymi się, wypadającymi, przetłuszczającymi się albo źle układającymi się włosami, nie miej do mnie pretensji, że mimo starań i uiszczonej przez ciebie opłaty twoja fryzura nie zachwyca nawet samej ciebie. Nie odpowiadam za twoje geny, hormony, choroby ani styl życia. Nie umiem też czytać w myślach, więc jeśli bardzo dokładnie nie opiszesz mi jak ma wyglądać fryzura twoich marzeń, ja na pewno sama tego się nie domyślę. Nie ponoszę również odpowiedzialności za to, że nie do twarzy ci w kolorze, na który się uparłaś ani za to, że ten kolor różni się znacznie od wizerunku pięknej kobiety na opakowaniu – to był twój wybór. Ja zrobiłam wszystko zgodnie z kunsztem mojego zawodu i nie mam sobie nic do zarzucenia. Oczywiście, że pochwalę każdą fryzurę, która wyszła spod mojej ręki, nawet tę najbardziej tragiczną. Ale nie martw się, nawet jeśli wynik mojej pracy nie do końca cię satysfakcjonuje, pamiętaj, że jeśli chcesz wysłać zdjęcia swojej fryzury do swoich koleżanek, zawsze możesz fotografie trochę podretuszować. I nie mam absolutnie, ale to absolutnie nic przeciwko temu.

Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)

Fot. pixabay.com



Facebook
 

COUNT:34