W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


MasterChef odcinek 10. Mistrz w kuchni

Opublikowano: 2013-11-03
MasterChef - sezon 2., odcinek. 10.
Przed siedmioma uczestnikami postawiono nie lada zadanie. Musieli podbić serce mistrza kuchni Marco Pierre White’a. Czy im się udało? Czy może jednak się skompromitowali?

Juror Australijskiego MasterChefa, Mistrz kuchni, nauczyciel samego Gordona Ramseya. W jego rękach leżał dziś los uczestników polskiego MasterChefa.  Słynie z surowości, specyficznego poczucia humoru i wybuchowości. Czy uczestnicy poradzili sobie z wysokimi standardami i trudnymi zadaniami jakie przygotował dla nich Marco Pierre White?

Śmieciowe tajemnicze pudełko
W tajemniczym pudełku nigdy nie wiadomo czego można się spodziewać. Kucharze zawsze boją się, że zobaczą tam składniki, które ich pogrążą. Dla jednych są to produkty do pieczenia, dla drugich podroby, a dla innych owoce morza. Tym razem tajemnicze pudełko zaskoczyło wszystkich. W skrzynce znajdowało się dziewiętnaście produktów. A raczej odpadków, takich jak obierki z cebuli czy ziemniaka, główki krewetek, skórka cytryny, końcówki cukinii, środki i pestki chili, czy ścinki ciasta francuskiego. Tym razem nie było bohatera. A raczej był nim gość specjalny Marco Pierre White, który wybrał składniki do tego pudełka i spodziewał się, że uczestnicy w ciągu godziny przygotują arcydzieło kulinarne z odpadków, które zazwyczaj lądują w koszu. Dodatkowo stresujące było to, że Mistrz kuchni śledził ich każdy ruch, próbował, kosztował i wypytywał. Daniel od początku miał pomysł na swoją potrawę i wiedział co zrobi. Beata została pochwalona  za czucie smaków, instynkt i umiejętności techniczne. Również Maria zebrała pochwały za usmażenie obierek z cebuli, co odebrało im gorycz. Tego triku mistrz kuchni wcześniej nie znał. Kucharze, mimo że wydawało się, że panują nad sytuacją, pod koniec czasu zaczęli tracić grunt pod nogami.

Śmieciowe cudeńka
Danielowi wydawało się, że wszystko zrobił dobrze, jednak wiedział, że to nie jest dobry omen. Podał pierogi rybne z farszem z dorady. Jurorzy stwierdzili, że sos nie był jednolity, jednak tym daniem Daniel pokazał, że nie boi się ciężkiej pracy i lubi dobrze zjeść. Charles podał zupę rybną z krewetkami. Zupa ta wyciągnęła wspaniałe smaki z odpadków, a danie było genialne. Ania również przedstawiła zupę rybną i risotto ze szpinakiem oraz skórkami z kurczaka. Jurorzy stwierdzili, że gdyby zdecydowała się na jedno danie wyszłoby jej o wiele lepiej. Beata upiekła warzywną zapiekankę na salsie i sosie pomidorowym. Tym daniem potwierdziła swoją klasę. Leszek również podał zupę rybną, lecz z dodatkiem serka mascarpone i ravioli nadziewanego szpinakiem. Dla Marco Pierre’a była dysproporcja między ciastem a farszem – ciasto było za grube, a farszu za mało. Diana zaserwowała trzy zupy: rybną, pomidorową i brokułową, a także pierożki, jednak ciasto w pierożkach było surowe.

Ostatnia na placu boju została Maria, której zabrakło kilku sekund, aby wyłożyć potrawę na talerz. Jednak mistrz kuchni pozwolił jej na to. Ta decyzja podzieliła uczestników. Daniel i Beata zgodzili się z tą decyzją, gdyż uważali, ze „Maria odwaliła kawał dobrej roboty”, natomiast Anię i Leszka ta decyzja zbulwersowała, gdyż im nikt by nie pozwolił tak zrobić. Jednak po zaserwowaniu bulionu rybnego i kopytek ze skwarkami urzekła Mistrza, do tego stopnia, że Maria znalazła się w najlepszej trójce. Dołączyli do niej Beata i Charles. Ten ostatni wygrał całą konkurencję, jednak cała trójka była bezpieczna i powędrowała na balkon.

Filozoficzna lekcja gotowania
Marco Pierre White przygotował również kolejne zadanie. Danie proste i szybkie. Jednak dla niego prostota to również inteligencja. Pokazując przygotowanie marynaty wykładał im swoją filozofię gotowania i powoli pokazywał, omawiał co i jak trzeba robić. Ważny był każdy niuans i precyzja. Tym razem bohaterem była jedna z najszlachetniejszych ryb,czyli tuńczyk żółtopłetwy. Mistrz kuchni nie tylko uczył ich gotować, ale uczył ich wydobywania smaków i aromatów. Przygotowanie tej zrównoważonej eksplozji smaków zajęło mistrzowi piętnaście minut, a uczestnicy dostali na to całe pół godziny. Jednak zadaniem uczestników nie było odtworzenie dania, lecz pokazanie własnej filozofii, własnej historii, własnych upodobań i smaków. Adepci gotowania mieli trzy minuty na dobranie dowolnych dodatków i przypraw ze spiżarni.

Trójka bezpiecznych uczestników na balkonie komentowała wybory kolegów i pochwaliła jedynie Dianę, która wzięła fenkuł. Leszek postanowił „pójść na łatwiznę” i ulepszyć danie mistrza, gdyż według niego tamto było zbyt mało wyraziste. Do potrawy chciał dodać tylko suszone pomidory. To on jako pierwszy poszedł przed jury. Jego tuńczyk był dobrze zgrillowany, jednak było zbyt dużo zielonego pieprzu, który zabił cały smak.  Błędem Daniela było to, iż swojego tuńczyka posolił nierównomiernie i w jednym miejscu był jałowy, a w drugim było czuć tylko sól. Diana podała krwistego tuńczyka. Dla gościa był on tak fantastyczny, że uczestniczka od razu powędrowała na balkon i była bezpieczna. Ania bardzo wcześnie wrzuciła swojego tuńczyka na grilla w rezultacie przesmażyła go i był mocno suchy. Jurorzy stwierdzili, iż zawiodła samą siebie. Ania, Daniel i Leszek bardzo się starali, jednak wszyscy popełnili błędy. Okazało się, że największe Ania, gdyż w pewnym momencie zwątpiła w siebie i pogubiła się.

W kolejnym odcinku uczestnicy będą mieli zadanie, które tylko powierzchownie będzie proste, gdyż będą mogli ugotować to, co chcą. Jak sobie poradzą? Przekonamy się za tydzień.

Justyna Lutecka
(justyna.lutecka@dlalejdis.pl)

Fot. sxc.hu



Facebook
 

COUNT:32