W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies.
Ukryj komunikat


MasterChef odcinek 9. Restauracyjna rzeczywistość i Moran w kuchni

Opublikowano: 2013-10-27
MasterChef - sezon 2., odcinek. 9.
Każdy z uczestników marzy o własnej restauracji czy cukierni. Dziś spróbowali swoich sił pracując w kuchni krakowskiej „Zakładki”. Jak poradzili sobie w konfrontacji marzeń z rzeczywistością?

Restauracyjny koszmar
Po to właśnie tu przyszli. Kochają gotować i chcą dzielić się swoimi doświadczeniami i talentem z innymi. Najlepiej prowadząc własny biznes, w którym będą serwować wymarzone dania. Wszystko jest piękne, ale jak na razie tylko na papierze. Kiedy wkracza się do prawdziwej kuchni zaczyna się piekło. W takim kulinarnym piekiełku znaleźli się dziś uczestnicy MasterChefa, którzy gotowali pod przewodnictwem szefa kuchni Rafała Targosza z krakowskiej „Zakładki”. Uczestnicy mieli przygotować wykwintne menu składające się z przystawki, dania głównego oraz deseru. A także mieli półtorej godziny na to, aby profesjonalnie obsłużyć swoich gości.

Uczestnicy zostali podzieleni na dwa zespoły.  W pierwszej drużynie niebieskich dowodziła zwyciężczyni poprzedniej konkurencji Diana, która dobrała sobie: Marię, Krzysztofa i Daniela. Drugim kapitanem został Charles, który pracować miał z Anią, Leszkiem i Beatą. Jednak Michel podjął decyzję o zmianie kapitanów i drużyny całkiem się zmieniły.

Dania miały być pyszne, eleganckie i ekskluzywne. Drużyny pracowały w kuchni na zmianę i miały do przygotowania dwie przystawki: tatar z marynowanej dorady i ślimaki po burgundzku z jajkiem w koszulce. Jako dwa dania główne podawali : filet z łososia norweskiego z krewetką oraz comber jagnięcy z pistacjami. Deserami były profiterole z kremem cytrynowym oraz creme caramel z malinami.

Pierwsi do kuchni wkroczyli czerwoni i mieli przygotować składniki do dań dla czterdziestu osób. Rafał Targosz stwierdził, że Charles jako szef kuchni nie był skupiony, jednak drużyna harowała jak woły i mimo małych problemów dawała sobie radę. Dopiero na sam koniec, okazało się, że zostawili oni w piecu ptysie, które po powrocie nie nadawały się do niczego. Potem do kuchni wkroczyła drużyna niebieskich, w której dowództwo przejęła Beata. Mimo, że wszyscy dobrze pracowali, to pojawiły się problemy z deserami. Rafał Targosz stwierdził, iż to była katastrofa kulinarna, a Diana, która specjalizuje się w cukiernictwie załamała się.

Później nadszedł czas serwowania. Pierwsi tym razem byli niebiescy. Restauracja zaczęła się zapełniać, a zamówienia napływać. W kuchni zapanował taki chaos, że szef „Zakładki” musiał wpuścić swoją ekipę do pomocy. Diana, ponieważ była kapitanem i z jej winy nie powstały desery, musiała przepraszać gości i w zamian za profiterole proponować inny deser. Wtedy skończył się czas i nastąpiła zamiana zespołów. Czerwoni zostali rzuceni na głęboką wodę i byli przerażeni „burdelem”, którzy zostawili koledzy.

Charles w ogóle nie istniał jako szef kuchni. Wydawał jedzenie które było spalone, surowe, czy miało różne poziomy wysmażenia. Wydawało się, że w tej drużynie tylko Maria panuje nad tym co robi i nad czasem. Jurorzy spróbowali dań zarówno jednej, jak i drugiej drużyny, a także pytali gości o opinię. Pod koniec serwowania okazało się, że nie wszyscy goście dostaną posiłki, za co odpowiedzialny był Charles, który musiał przepraszać gości.

Smaki Michaela Morana
Decyzja, która drużyna przegrywa była bardzo trudna, gdyż obie były bliżej dna, niż perfekcji. Jednak ostatecznie jurorzy zadecydowali, że to drużyna Diany będzie bezpieczna. Również Maria dostała immunitet jako najmocniejsze ogniwo przegranej drużyny, a do konkurencji „o życie” przystąpili panowie: Daniel, Krzysztof i Charles. Zadaniem młodych amatorów gotowania było przygotowanie ulubionej potrawy wielkiego szefa kuchni, specjalisty w dziedzinie kuchni francuskiej - samego Michaela Morana. Utrudnienie polegało na tym, że gołębia faszerowanego Foio Gras, trzeba było przygotowywać równocześnie z Moranem.

Szef kuchni ani na chwilę nie zwalniał tempa, a uczestnicy musieli na bieżąco patrzeć na ekrany i starać się dotrzymać mu kroku. Michel automatycznie robił kolejne czynności, przy czym komentował zawsze co robi, ile czego potrzebuje. Niestety z każdą chwilą uczestnicy coraz bardziej odstawali od mistrza. Następnym utrudnieniem było to, że musieli skończyć i podać równocześnie – nie mieli ani chwili, aby dokończyć.

Najpierw wszyscy skosztowali dania przygotowanego przez Michaela Morana, które było perfekcyjne i pyszne. Kolejno jurorzy kosztowali dań każdego uczestnika, jednak ostateczna decyzja miała należeć do Mistrza francuskiej kuchni. Dania uczestników nie były podobne do pokazowej potrawy. Również nie były przyprawione i za bardzo wysmażone oraz nie wszystko zdążyli nałożyć na talerze. Anna Starmach stwierdziła, że trening czyni mistrza i uczestnicy muszą bardzo dużo pracować.  Najlepiej z tym zadaniem poradził sobie Charles, a najsłabiej Krzysztof, który musiał oddać fartucha, jednak został bardzo ciepło pożegnany przez jurorów i uczestników.

W walce pozostało już tylko siedmioro uczestników. Ich droga jest coraz trudniejsza, coraz bardziej stresująca. Uczestnicy jednak wiedzą, że są coraz bliżej celu, więc coraz bardziej im też zależy. W kolejnym odcinku będą musieli pokazać się przed mistrzem kuchni, który nie będzie miał skrupułów.

Justyna Lutecka
(justyna.lutecka@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Facebook
 

COUNT:30