Lany poniedziałek - oblewaj wodą do woli


Lany poniedziałek - oblewaj wodą do woli

Opublikowano: 2013-04-01
Śmigus Dyngus.
Śmigus dyngus, zwany jest również lanym poniedziałkiem, polewanym lub oblewanym.

Po słowiańsku dyngus, nazywał się włóczebny. Wywodził się od wiosennego zwyczaju składania sobie wzajemnie wizyt u rodziny i znajomych. Połączone one były z poczęstunkiem. Goście zostawali również obdarowywani żywnością na drogę.

Wizytom towarzyszyły śpiewy o charakterze ludowym.

Włóczebnicy mieli przynosić szczęście. Jeżeli nie zostali należycie obdarowani smakołykami i jajami, robili gospodarzom różne nieprzyjemne psikusy.

Słowo dyngus wywodzi się od niemieckiego dingen, co oznacza „wykupywać się”.

Ciekawostką jest fakt, że do XV w. śmigus i dyngus były odrębnymi zwyczajami. Na przestrzeni lat złączyły się ze sobą.

Oblewanie wodą ma swoje korzenie w pogańskiej wiosennej magii wody, jako żywiołu przywracającego wiosną życie ziemi. Pogański kult przemieszał się z chrześcijańską symboliką m.in.: chrztem.

Obecne tradycje oblewania się wodą w świąteczny poniedziałek, od tych dawniejszych różnią się w znaczący sposób.

W XVI i XVII w. na przyjemność oblewania w lany poniedziałek, pozwalali sobie tylko mężczyźni. Panie mogły się odegrać dopiero we wtorek, ale były w o wiele lepszej sytuacji, bo przywilej ten przysługiwał im aż do Zielonych Świątek.

Na polskiej wsi istniał przesąd, że jeżeli w śmigus dyngus kobieta nie zostanie oblana wodą, będą ją nękać kłopoty z żywym inwentarzem gospodarstwa. Mniej urodziwe białogłowy, które nie miały adoratorów, w obawie przed spełnieniem się przesądu, oblewały się więc wzajemnie wodą.

Na wsi oblewano się wodą z wiader i konewek. Czasem potrafiono pannę wrzucić do rzeki lub koryta z wodą. Duża liczba kawalerów uganiających się za dziewką z wiadrami z wodą, świadczyła o jej niewątpliwym powodzeniu. Pomimo, że dziewczyny piszczały i uciekały przed „napastnikami”, to skrycie cieszyły się z bycia oblewaną. Wierzono bowiem, że woda w wielkanocny poniedziałek: „przyda licu gładkości i rumieńca”.

Mężczyźni starali się oblać jak największą liczbę dziewcząt, by zapewnić sobie pomyślny rok. Ten, któremu nie udało się zmoczyć żadnej panny, uważany był za pechowca. Przez cały rok robota miała się mu nie darzyć. Zostawał również  okrzyknięty „babskim królem”.

We dworach, by tradycji stało się zadość, „oblewano” się paroma kroplami wody perfumowanej.

Obecnie trwa moda zalewania dziewcząt wodą. W lany poniedziałek młodzi mężczyźni zaopatrzeni w wiadra, butelki, kryją się po zaułkach i czyhają na swoją potencjalną ofiarę. Gdy ją zoczą z rykiem prehistorycznego troglodyty rzucają się na nią, po czym po oblaniu jej, z tym samym rykiem uciekają, by ponownie zaopatrzyć się w „wodną broń”. Tak więc drogie panie, jeżeli nie chcecie przeżyć wątpliwej przyjemności jaką jest zmoczenie do suchej nitki, nie wychodźcie tego dnia z domu.

Katarzyna Redmerska
(katarzyna.redmerska@dlalejdis.pl)

Fot. sxc.hu



Facebook
Reklama
 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat